Biskupinka nadal po szkocku

Rodzina w składzie zawieszonym... nastolatka pies praca Szkocja

Wpis

niedziela, 13 listopada 2016

Sezon grzewczy

Zimno, zimno, zima idzie. Nic nowego, nic dziwnego. Zanim totalna zima nastanie – czyli w każdej chwili albo wcale – trzeba było w mieszkaniu wymienić stary bojler. Ostatkiem kasy z upadłego małżeństwa zdecydowana byłam opłacić cieplutkie mieszkanko i nieograniczoną ilość gorącej wody.


Pomna wszystkich historii ludzi którzy wymieniali system grzewczy, krokiem pierwszym było sprawdzenie kilku dostawców takiej usługi i porównanie kosztów – a te mogły się przeliczać w setkach, jeśli nie tysiącach funtów. Serio.

 

Mój obecny dostawca prądu i gazu oferuje również wymianę i obsługę bojlerów. Więc zaczęłam od niego. Dziwnie nieogarnięty człowiek z biura obsługi klienta podał mi dwie opcje sfinansowania wymiany: albo płacę w całości samodzielnie, albo pobieram jakieś benefity, które mnie kwalifikują do państwowej dopłaty. Może tak, może nie, następne pytanie proszę. Pan pyta o numer seryjny mojego obecnego bojlera – pytanie zabójca, bo mój bojler jest tak stary, że pamięta czasy Churchilla i nie ma na sobie żadnego numeru. Ba! nawet nazwy na sobie nie ma! Producenta czy czegokolwiek, a instrukcja obsługi zaginęła w czasach prehistorycznych. Człowiek zasugerował zlokalizowanie producenta, namierzenie numeru seryjnego i kontak w terminie późniejszym – odpuściłam, bo żeby to zrobić musiałabym wynająć wróżkę, czarodzieja czy innego detektywa. Ewentualnie nauczyć się podróżować w czasie.


Zamiast tego skoncetrowałam się na lokalnych Panach Franciszkach – małych, często rodzinnych firmach, które mają ludzkie podejście do klienta. Mając kilka propozycji i wycen w ręku, podjęłam deczyję i oczekiwałam na najgorsze (bałagan za ponad £2 tysiące) i najlepsze (gorąca woda w ilości wystarczającej na kąpiel w pianie).

 

Szkocki Pan Franciszek przybył bladym świtem w dniu moich urodzin i rozpoczął wraz z synem-pomocnikiem systematyczną demolkę: pozbył się gigantycznego zbiornika na wodę, który zajmował 1/3 szafy w przedpokoju, starego bojlera (którego nie zapytał ani o wiek, ani o imię), rurek, zaworów, łączników i sama nie wiem czego jeszcze bo ani się na tym znam, ani mnie to obchodzi. Cały dzień – z przerwą na lunch i kilka papierosków na parkingu – zajęło chłopakom zamontowanie nowego bojlera, termostatu, czujnika CO, przepłukanie i sprawdzenie systemu grzewczego i kaloryferów. Oraz pozostawienie dość konkretnej warstwy kurzu w całej kuchni, gdzie nowy bojler się znajduje.

 

Postępy w pracy obserwowałam ukradkiem, gdyż głównie siedziałam zabarykadowana w pokoju z telewizorem, psem i zapasem żywności – co właściwie wcale nie leżało w moich pierwotnych planach. Plan opierał się był na założeniu, że Pan Franciszek zostanie wpuszczony do mieszkania, a ja i Hanna Emilia pojedziemy do szkoły (zaufanie do miejscowych fachowców poziom nadprzeciętny), jednakże Charlie miała inne zdanie. Z wysoko rozwiniętym poczuciem ochrony swojego stada przed nieznanym, darła dzioba tak okrutnie, że nie miałam wyjścia jak zabrać dziada małego do pracy. Nie tak całkiem, rzecz jasna. Pies w samochodzie, ja w szkole na jednej nodze wyrabiam w pół godziny to co zazwyczaj rozkładam pieczołowicie na godziny cztery – i wracamy pilnować dobytku i fachowców.

 

Nie ma tego złego – jako się rzekło, Pan Franciszek zakładał bojler w dniu moich urodzin. Urodzin, których ze względu na dzielące nas prawie 7 tysięcy kilometrów, nie mogłam spędzić z Mr Vegan. Urodzin, w które od tegoż Mr Vegan dostałam przesyłkę pocztą kwiatową i dobrze się stało, że byłam w domu by ją odebrać. Urodzin, które godnie poświętowałam kieliszkiem czerwonego wina i kąpielą w pianie :)

 


można wzdychać z zazdrości ;)

 

 


znalezisko Pana Franciszka po usunięciu zbiornika na wodę - szkoda, że tylko jeden, bo mój styl i rozmiar! (w tle szklana sowa, prezent urodzinowy od córki)

 

           

zadowolona klientka, ciepło w ogonek :)

 


 

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
biskupinka.szkocja
Czas publikacji:
niedziela, 13 listopada 2016 21:33

Polecane wpisy

  • Joy to the world

    Nigdy nie wiadomo jaka drobnostka sprawić może komuś niezwykłą przyjemność. Oczywiście definicja drobnostki jest rzeczą umowną - i umówmy się również, że nie ch

  • Świąteczny Edynburg

    Końcówka grudnia jakoś nam niekoniecznie dobrze wyszła. Zwyczajowe obchody urodzin Hanny Emilii w restauracji Yo Sushi okazały się małą katastrofą (nie polecamy

  • Ile rzeczy pamiętam

    Pamiętam ten grudzień. Mroźno było, śnieżnie, jak to zimą w Polsce. Od trzech miesięcy już nie pracowałam, bo podróże tramwajami i autobusami podmiejskimi nie w