|
Rodzina, praca czyli jak się żyje w Szkocji. Niezobowiązujące notki do podczytywania przy porannej lub popołudniowej kawie
Blog > Komentarze do wpisu
A jednak jestem!
Ha haaa! Wcale mnie nie wywiało, co za insynuacje! Wbrew podejrzeniom nawet nie zostałam w Wenezueli, gdzie fuksem niezwykłym spędzaliśmy Boże Narodzenie. Jestem sobie, miewam się nieźle tylko – a to ci niespodzianka... - doba skurczyła się do 24 godzin, a lista obowiązków wydłużyła o kolejnych kilka punktów. Ale nie narzekam :)
W szybkim skrócie i z nadzieją na ostateczny powrót do blogowania: * opalenizna z Wuwuzeli jest już w zaniku, aczkolwiek Panna Hanna nadal wygląda jak milusia grzaneczka * Sylwester spędzony w samolocie pełnym wysokoprocentowych Polaków nie należy do przyjemności i sądzę, że Ślubny wolałby jednak pójść gdzieś potańcować, niż składać się w pół, żeby zmieścić nogi w wąskim przejściu * zima do Aberdeen w tym roku nie zawitała, chociaż dzisiaj padał śnieg – dziwny rzecz, zważywszy, że w ciągu ostatnich kilku dni najczęstszym widokiem była tęcza * przedwalentynkową imprezę pt 'red, love & heels' spędziłam w najbardziej ekskluzywnym towarzystwie, jedynych i niepowtarzalnych Jadowitych; lovyaaaa!!! * jadę do Pl w bardzo niedługiej przyszłości, ponieważ odczułam ogromną, niemożliwą do zaspokojenia w Szkocji potrzebę, a mianowicie potrzebę przytulenia się do mamuni :)
Tyle dzisiaj, ale będzie więcej! Promise!!! sobota, 18 lutego 2012, biskupinka.szkocja
|
|